Jak „Być tak naprawdę” autorstwa Marianny Gierszewskiej inspiruje do życia w autentyczności, bez zakładania masek, do szukania swojej prawdy
„Być tak naprawdę” – o odwadze bycia sobą, nie na pokaz i nie dla poklasku, po to by żyć w prawdziwym kontakcie ze sobą
Czy potrafisz być szczera wobec siebie? Czy potrafisz powiedzieć sobie swoją
prawdę?
Taką, która nie jest opakowana w ładne słowa i filtry? Taką, która boli, ale jednocześnie uwalnia?
| „Grzeczne kobiety masowo zaklejają plastrem buzie w sprawach dużych i ważnych”.
Książka Marianny Gierszewskiej nie jest dla mnie zwykłą autobiografią. To intymny manifest – o
autentyczności, bólu, wstydzie, miłości i nadziei.
| „Prawda boli, ale kłamstwo zabija. Ja wybrałam życie.”
To nie poradnik ani motywacyjna przemowa – to zapis drogi kobiety, która dużo doświadczyła, przestała udawać i zaczęła żyć naprawdę. Można go potraktować jako list otwarty do wielu, do wielu z nas, które powinny ruszyć w swoją drogę.
| „Wolność staje się gdzieś po drodze, kiedy stajesz się ty”.
Spotkanie z Marianną
Marianna Gierszewska, to aktorka, pisarka, aktywistka, terapeutka, stomiczka, a równocześnie to zwyczajnie niezwyczajna kobieta, żona, mama, córka … dzieli się w swojej książce nie tylko tym, co spektakularne, ale przede wszystkim tym, co ukryte. Jest tam o traumie, depresji, oświadczeniach przemocy, samobójczych myślach, ale też o rodzących się z tych zgliszczy wartości.
| „Tak długo wierzyłam, że jestem niczym. Tak długo słyszałam, że jestem problemem. A potem zrozumiałam, że to nie ja byłam chora, tylko świat, w którym dorastałam.”
To, za co najbardziej jestem wdzięczna czytając tę książkę, to bezkompromisowa szczerość, poruszająca, przeszywająca, uświadamiająca.
| „Już nie chcę być grzeczna. Chcę być prawdziwa.” Wiem też, że „na kobietę wyzwoloną z klatek patrzy się nieufnie”. Jestem na to gotowa.
Bo w życiu nie chodzi o „silną kobietę”. Chodzi o kobietę skontaktowaną ze swoim wnętrzem, która przynależy do siebie, która świadomie korzysta ze swoich potencjałów
W czasach, gdy „siła” często kojarzy się nam z perfekcją, efektywnością i sukcesem, Marianna redefiniuje to pojęcie. Pisze o kruchości jako sile, o umiejętności bycia z własnym bólem, zaglądania głębiej po to, by być wolną, szczęśliwą,zdrową.
| „Bycie kruchą nie wyklucza bycia silną. To dwie strony tej samej monety.”
| „Mówili mi: ‘Nie płacz, nie pokazuj słabości’. A ja dziś wiem, że płakać to nie słabość. To człowieczeństwo.”
| „Odnalezienie drogi do własnego cienia jest odnalezieniem drogi do własnych potencjałów. Dopiero trud zauważony staje się sprzymierzeńcem. Dopiero trud zaakceptowany może przynieść nowe jakości. Bez tej świadomości wszystko, czego się doświadcza, będzie zmuszać do konfrontacji z własną słabością. A tego boimy się najbardziej”.
Ciało, umysł, emocje, dusza – wszystko ma znaczenie, stanowią integralną całość
Jednym z ważniejszych wątków książki jest relacja z ciałem.
| „Moje ciało przez lata mówiło do mnie szeptem. Nie słuchałam. Zaczęło krzyczeć.”
| „Moje emocje coraz silniej próbowały przebić się na powierzchnię, wydostać się każdym porem, a ja resztkami sił, ze zdrętwiałym ciałem, uparcie, niestrudzenie wciskałam je głębiej i głębiej. Wypierałam je ze świadomości, zastępując ich miejsce kontrolą, reżimami i restrykcjami”. Marianna pokazuje, jak głęboko trauma zapisuje się w fizyczności. Pisze o chorobach psychosomatycznych, przemocy, wstydzie.
| „Wstyd nie jest mój. Ktoś mi go dał i wmówił, że muszę go nosić.” Ale też o odzyskiwaniu kontaktu ze sobą przez ciało, o dotyku, o świadomym oddechu.
| „Dotyk, którego nie trzeba się bać. Cisza, w której nie trzeba uciekać. To największy luksus – być przy sobie.”
Co dała mi ta książka?
W świecie pełnym presji, oczekiwań, porównań „Być tak naprawdę” jest jak głęboki wdech i długi wydech.
Do tej pory było „(…) wszystko uproszczone, wszystko czarno-białe, wszystko dopasowane. Wyobrażenia nie są prawdą. Nigdy nie będą. To rodzaj wizji, planu, odgórnych ustaleń, pojęcia na temat czegoś lub kogoś”.
Gdy przychodzi w życiu moment zatrzymania, refleksji, decyzji, że teraz to ja idę swoją drogą nie rozglądając się na boki, nie szukając aprobaty i zewnętrznych podpowiedzi, „(…) zaczynamy rozumieć , że jeśli decyzja zgrywa się z pragnieniem serca – niezależnie od jej konsekwencji – jest i będzie najlepsza, jaka może być, ponieważ jest autentyczna”.
| „Nie chcę być obrazkiem do podziwiania. Chcę być człowiekiem do spotkania.”
To książka, która nie robi z życia lukrowanej opowieści, ale jest dowodem na to, że nawet z najciemniejszych momentów można zacząć budować coś pięknego – krok po kroku.
| „Najpierw umarłam. A potem się urodziłam. Naprawdę.”
Czy ta książka jest dla każdego?
Zdecydowanie. Dla tej osoby, która dużo wie o sobie, ale i dla tej, której brakuje samoświadomości. Dla każdej osoby, która czuje się „za bardzo” albo „niewystarczająco”. Dla tych, którzy noszą w sobie wstyd, złość, smutek i nie wiedzą, co z nimi zrobić. Dla tych, co szukają wolności. Dla tych, co walczą z demonami.
Dla tych, co potrzebują dziś dowiedzieć się, że to „Nasze przekonania umieszczają nas na takich, a nie innych torach nie bez przyczyny. Czasami źródła naszego pojmowanego świata wynikają z niezwykle zagmatwanych losów naszych przodków i zdarzeń z przeszłości”.
„Być tak naprawdę” nie daje kropki. I bardzo dobrze. Bo życie to nie zamknięta opowieść – to proces. A my boimy się życia.
| „Jeśli drżymy przed wszystkim, co duże, drżymy też przed życiem. Pierwotność życia jest duża, ma być duża. Miłość, której pragnie każda z nas, ma być duża. (…) Sukces, za którym goni tak wiele z nas, to także duża sprawa. Trzeba być przygotowanym na porażkę, by go osiągnąć. Na spotkanie z życiem też trzeba wyjść przygotowanym na to, co duże. Jeśli pozwolimy sobie na to, co duże- pozwolimy sobie nażycie w pełno. Wszyscy potrzebujemy na nowo zrozumieć to słowo”.
Więcej cytatów z tej książki znajdziesz tutaj.


